Prolog
Kobieta szła przed siebie, a jej
bose stopy zostawiały ślady w śniegu. Mróz przenikał do szpiku kości, powoli
paraliżując zmysły. Zwiewna, biała sukienka i czarne włosy co chwilę trącił
wiatr. Temperatura spadała poniżej minus pięćdziesięciu stopni Celsujsza, ale
na jej bladej skórze nie było oznak zimna, wręcz przeciwnie. Chłód wokół niej
zdawał się jeszcze bardziej maleć, jakby kobietę otaczała własna aura mrozu.
Gdyby ktoś zasugerował jej wybranie niewłaściwego ubioru, uśmiechnęłaby się
drwiąco i poszłaby dalej. Nic, ani nikt, nie mógł przerwać jej misji.
Nagle sobie przypominając, mocniej
przycisnęła zawiniątko do piersi , tak lodowate jak ona. Nie czuła. Serce miała
okute lodem, który nigdy nie stopnieje, a jej zmysł dotyku nie działał. Wszystko
było odrętwiałe z zimna. Brakowało jej empatii i serdeczności, które zastąpiła
ironią i złośliwością. Niektórzy mówili, że do serca wpadł jej odłamek z Lustra
Królowej Śniegu, jednak to tylko bajka dla dzieci. Ale czy na pewno?
Oczy w kolorze zimnej kawy
rzucały wrogie spojrzenia ku okolicy. Syberia, przeurocze miejsce. Wszystko
pokrywał wieczny śnieg, a opowieści głosiły, że dawniej żyły tu Mamuty i ich
kości zostały zakopane głęboko pod ziemię. Sama była legendą. Niegdyś rozpoznawana
wszędzie. Zła sława, ale zawsze jakaś. Dla niej nie ważne były dobre czy złe
słowa. Ważne, że o niej mówili, że pamiętali, że się jej bali. Zacisnęła ręce w
piersi. Była legendą. Teraz została
jej tylko jedna, malutka świątynia na odludziu. Nikt nie drżał przed nią z
trwogą. Brakowało jej widoku strachu w oczach nędznych śmiertelników. Musiała
przywrócić swoją dawną świetność.
Z każdym oddechem, który zamieniał się w parę,
była coraz bliżej. Wiatr przybrał na sile i wtrącał jej unikalne płatki śniegu
do oczu. Ujrzała ją. Mała kopuła wykonana z białego marmuru, podtrzymywana
przez jońskie kolumny, stała pośród drzew iglastych. Przed jej stopniami leżała
misa wypełniona zgniłym mięsem. Ostatnia ofiara. Ludzie sie stąd wynieśli,
poszukując bardziej słonecznych terenów. Zagryzła zęby z wściekłości.
Weszła do środka. Jej kroki echem
odbijały się od okrągłych ścian. Nie było tu żadnych fresków, ołtarzy czy
zdobień, jak w innych świątyniach. Czysta prostota. Wszystko było białe jak
śnieg, a na środku stał posąg patrzący na nią z góry. To śmieszne jak ci ludzie
ją widzieli. Srogi wyraz twarzy, w dłoni dzierżyła laskę skutą lodem, a grecka
tunika była oszroniona. Prawy kącik jej ust powędrował do góry. Delikatnie
dotknęła dłonią marmuru, bojąc się, że się rozpadnie. Czuła jak w tym miejscu
jej moc rośnie. Stawała się potężniejsza.
Klęknęła przed posągiem i
położyła zawiniątko na ziemi. Nie było zbyt ciężkie, ale kobieta obchodziła się
z nim jak z jajkiem, zważając na to, że nie czuła. Odsłoniła twarz dziewczynki.
Lodowate, niebieskie oczy patrzyły na nią czujnie, a meszek na głowie pokrył
się lekkim szronem, który spadł z rzeźby. Rysy twarzy miała mocne. W
przyszłości z pewnością wyrośnie na silną i stanowczą dziewczynę.
Nagle, kobieta poczuła gwałtowną
falę gorąca i szybko się odwróciła. O framugę opierał się przystojny blondyn,
który rozcierał swoje ciało i chuchał na ręce. Ubrany był w kurtkę myśliwską i
zwykłe jeansy, a na plecach widniał kołczan ze strzałami. Drżał z zimna.
- Chione. – Skinął jej głową z wyraźną niechęcią, ale tak
nakazywała mu uprzejmość i prześwidrował ją spojrzeniem swoich oczu w kolorze
pogodnego nieba. Czuła się jakby spijał każdy sekret z jej duszy. – Widzę, że
jesteś w swoim żywiole. – Mruknął i strącił płatek śniegu.
Bogini mrozu rzuciła mu jadowite
spojrzenie, gdy wszedł do środka. Apollo, bóg słońca, odwiedził mroźną Syberię.
Pytanie samo narzucało jej się na pełne, czerwone usta.
- Co tu robisz? – Zapytała prosto z mostu, nie siląc się na
uprzejmości. Założyła ręce na piersi i stanęła przed dzieckiem, jednocześnie je
zasłaniając. Mogłaby za nie walczyć, gdyby nadarzyła się taka okazja. – To nie miejsce dla ciebie.
Na przekór jej słowom szybko się
rozgościł. Chodził tam i z powrotem i ilustrował wzrokiem świątynię, która nie
zrobiła na nim wielkiego wrażenia. Sam posiadał wielką, złotą w Atenach. Dla
niego mały budynek mógł uchodzić za mniejszą kaplicę do modłów. Przejechał
palcem sprawdzając ile kurzu jest na ścianach. Gdy dotarły do niego jej słowa zaśmiał
się dźwięcznie i spojrzał na nią z politowaniem.
- Wpadłem w odwiedziny. – Zaszczycił ją spojrzeniem i oparł
się o posąg. Coś w niej drgnęło. Bogini ledwo powstrzymała się od wymierzenia
mu uderzenia. Jeszcze zrobiłaby coś rzeźbie. Nie przepadała za Apollinem. Był
zbyt arogancki i pewny siebie.
- Odejdź. – Posłała mu kolejne lodowate spojrzenie, a
blondyn uśmiechnął się w odpowiedzi. Chwycił ją za ręce. Jego ciepło, aż ją
poraziło. Chione otworzyła usta ze zdziwienia i szybko się wyrwała. Apollo z
niedowierzaniem patrzył na swoje dłonie, które były wręcz sine z zimna. Słońce
i śnieg to zła kompozycja.
- Wiem co planujesz. Nie rób tego. To wprowadzi tylko chaos
i zbędne zamieszanie. – Powiedział i pokręcił z rezygnacją głową. Nie chciał
kolejnej wojny, wiedziała to. Szczególnie, że dwie ujrzał już w swoich snach.
Wojnę z budzącym się do życia Kronosem i Gają.
Kobieta zacisnęła ręce w pięści.
Jak on śmiał ją pouczać? Sama wiedziała co jest dla niej najlepsze. Nikt nie
mógł jej powstrzymać przed wypełnieniem jej planu. Przywróci sobie dawną
świetność nawet kosztem wszystkich bogów. Nie zawahałaby się przed wbiciem
lodowatego sztyletu w pierś Heliosa, czy samego króla, Zeusa.
- Nie powstrzymasz mnie, ja…
- Wiem. – Bóg jej przerwał. Jak zwykle wtrącił swoje dwa
grosze. Sięgnął do pustego kołczanu i wyciągnął zawiniątko. Zaczęło płakać.
Dziecko.
Serce bogini mrozu aż
zatrzepotało w piersi. Nie chciał jej przeszkadzać. Musiał ją rozumieć.
Wiedzieć na czym jej zależało. Spojrzała
na niego z lekką dezorientacją, ale zmniejszyła dzielącą ich odległość.
Główkę dziewczynki pokrywał złoty
meszek, jej czujne, błękitne oczy wszystko bacznie obserwowały, a gdy ujrzała
czarnowłosą kobietę, uśmiechnęła się i wyciągnęła do niej rączkę. Była bardzo
podobna do swojego ojca.
- Chcesz ją poświęcić? – Zerknęła na boga ukradkiem.
Apollo westchnął teatralnie, jak
to miał w zwyczaju i przeczesał ręką swoje złote włosy. Nastała między nimi
niemal namacalna cisza. Bóg wyglądał, jakby toczył wojnę z samym sobą. Z
miłością, a powinnością.
- Nie. – Rzekł po chwili. – Nie niszczę twojego planu, ale
tylko go ubezpieczę. Słyszałem przepowiednię. Tak się musi stać.
Chione prychnęła. Miłość. Co za
głupie uczycie. Czyni wszystkich słabszymi. Są w stanie poświęcić się za
ukochaną osobę. Co potem im zostaje? Pustka. Pustka i nicość. Puste miejsce po
utraconej miłości, które nigdy się nie zagoi. Pamięć i serce zawsze szły ze
sobą w parze. Serce czuło, umysł pamiętał. Wszystkie radosne chwile, które wręcz
wbijały gwoździe, gdy ktoś przestał się kochać. Kolejna słabość. A słabości
trzeba eliminować, albo zamieniać w swoją siłę.
Uklęknęła przed swoją córką i
ściągnęła swój medalion w kształcie płatka śniegu. Położyła go pod nią. Czuła
jak esencja życiowa dziewczynki wiąże się z naszyjnikiem.
Apollo delikatnie ułożył swoje
dziecko obok i zrobił to samo z bólem wymalowanym na twarzy. Amulet w kształcie
słońca jarzył się swoim własnym światłem.
Oboje przełamali je na pół i zaczęli
szeptać słowa w starodawnym języku. Zapomniany rytuał. Chione cieszyła się w
duchu. Nareszcie. Tyle czekała na tę chwilę. Wymienili się i połączyli swoją
mocą dwa kawałki, które tworzyły słońco-śnieżynkę. Założyli je na dziewczynki. Od
dzisiaj nic nie będzie takie samo.
CUDO!!! Kocham jak piszesz! Bardzo fajnie opisujesz emocje i zaistniałą sytuacje. WENY <3 Ja Twój freundin Merc *.*
OdpowiedzUsuńPisz next szybko, bo jak nie to w imieniu wszystkich czytających tego bloga będę ścigała Twojego wyimaginowanego kota i Ciebie. ;)
Przepiękne! *-* Czekam na więcej!
OdpowiedzUsuńŚwietne! Kilka błędów językowych, ale nie szkodzi. Świetnie, że dajesz tak bogate opisy. Niech Apollo cię natchnie, czekam na więcej.
OdpowiedzUsuńZapowiada się naprawdę ciekawie! *.*
OdpowiedzUsuńświetnie się czyta, czekam na kolejne części :3
justsayhei.blogspot.com
ŁOOO. ŁOOOO. ŁOOOOO.
OdpowiedzUsuńBogowie miłosierni, dziękuję, że podarowaliście mi linka do tego bloga.
Znaczy to ty zostawiłaś spam, ale wierzę, że zesłali cię bogowie.
Tekst jest bardzo ładny językowo, że tak to ujmę. Świetnie powprowadzałaś poszczególne postacie, tak, by nikt się nie zagubił. Szczególnie ujęła mnie tutaj Chione. :) Jednak nadal nie do końca rozumiem intencji Apolla. Pewnie nie powinnam się zagłębiać w te sprawy przepowiedni, w których on się specjalizuje, bo jestem tylko głupim śmiertelnikiem, ale już teraz korci mnie, by wyciągnąć z ciebie dlaczego Apollo pomógł Chione, dając jej swoje dziecko. W sumie, to powiązanie w jakiś sposób tych dwóch dziewczynek wydaje się być bardzo ciekawym pomysłem. :) I jeszcze zauważyłam, że obydwie urodziły się przed całą tą sprawą z Kronosem, a co dopiero Gają. Będziesz ich przygodę wiązać z tą pierwszą, czy drugą bitwą? W każdym razie. Twój blog jest warty polecenia, więc ląduje u mnie w linkach. *3* Wiem, że będę z niecierpliwością czekać na następne rozdziały, moja droga! :D
Dopiero zauważyłam, jak nazywa się ten rozdział. Znaczy, ten, to prolog. I nazywa się prolog. Apollinie, gdyby wszystkie prologi miały taką właśnie długość, jak ten oto tutaj. *-*
Ściskam i czekam ;*
Cudownie się zapowiada *.*
OdpowiedzUsuńZapowiada sie ciekawie :)
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie : http://michalina-wolska.blogspot.com
Witaj, Mały Herosie c:
OdpowiedzUsuńTutaj Cielu. Oficjalnie stalkuję Twojego nadzwyczajnego bloga.
Ps. Super piszesz.